Rozdział I

– Wyobraź sobie, Anide – wyszeptał szczupły mężczyzna siedzący na skraju wielkiego łoża. – Świat jest pełen ludzi. Różnią się od siebie kolorem skóry, włosów, językiem, kulturą i charakterem. Ale gdyby tak wybrać dwie przypadkowe osoby z tej ludzkiej gromady… Przypuśćmy, że byliby to chłopak dziewczyna. I wyobraź sobie teraz, Anide, że każdego dnia mijają się na ulicy, i że codziennie przy tej samej uliczce całkowitym przypadkiem stykają się ramionami, jednak ich spojrzenia ani przez chwilę się nie krzyżują. Jaki z tego wniosek wynika, Anide?

Kobieta uśmiechnęła się, a jej ciało gwałtownie wyprostowało się na stercie poduszek ułożonych na łożu. Podniosła głowę i  delikatnie przykucnęła niczym drapieżnik, który właśnie wyczekuje najlepszego momentu do zaatakowania ofiary. Po chwili była już przy mężczyźnie, chociaż mogłoby się wydawać, że w ogóle się nie poruszyła.

„Jest cholernie szybka… I dzika” – przeszło przez myśl mężczyźnie, podczas gdy Anide zarzuciła gwałtownie mu na szyję ramiona, oplatając go nogami w pasie. Po chwili poczuł, jak ostre pazury rozszarpują jego nienagannie białą koszulkę, a na lniane spodnie zaczynają spadać krople szkarłatnej krwi.

Anide była jego uczennicą dopiero od kilku lat, jednak nadal nie udało mu się ujarzmić kociej duszy, jaka w niej drzemała. Była dzika, szalona i nieprzewidywalna, a na dodatek ciągle za nim chodziła jak rzep, nieustannie dotykając lub obejmując jego ciało w nadziei, że w końcu zgodzi się pójść z nią do łóżka. „Nigdy tego nie zrobię” – postanowił sobie jednak twardo, kiedy pierwszy raz zobaczył ją w drzwiach swojej komnaty. Była wtedy zupełnie zdziczała – ogniste włosy w nieładzie, drapieżna postawa i ciemne oczy posyłające we wszystkie strony wrogie spojrzenia. Co prawda teraz była o wiele bardziej ułożona, ale nadal nie była kobietą jakiej pragnął.

„Jest piękna i zgrabna, jednak ja potrzebuję kogoś delikatnego i filigranowego, o urodzie stokrotki a nie wilczej jagody” – odpowiedział pewnego razu, kiedy któryś z członków Najwyższej Rady zapytał się go, dlaczego nie przyjmuje zalotów Anide. Strasznie irytowały go takie pytania. Podczas gdy inni nieustannie puszczali się z byle kim, on tak długo i starannie wybierał kochanki, aby były mu wierne przez całe lata. Nigdy jednak nie była to żadna z jego uczennic. Uważał za niestosowne utrzymywanie kontaktów fizycznych z kimś, kogo się nauczało. „Mistrz powinien być wzorem do naśladowania dla ucznia” – zwykł mówić na posiedzeniach Rady, jednak nikt nigdy nie brał jego słów na poważnie – jedni kpiarsko uśmiechali się pod nosem, a drudzy wybuchali bezczelnym śmiechem. Tak więc w bardzo krótkim czasie on, bóg Losu, stał się najmniej poważanym członkiem Rady, chociaż tak naprawdę bez niego żadne inne bóstwo nie posiadałoby sensu istnienia.

„Kiedyś pożałują tego, co…” – już miał wygłosić w swoich myślach jakąś głębszą wypowiedź, kiedy nagle uświadomił sobie, że musi wrócić do przerwanej lekcji. Strącił więc z siebie delikatnie  Anide i pozwolił, by z cichym pomrukiem spadła na wypolerowaną podłogę komnaty.

– Anide, ogarnij się w końcu… – westchnął, starając się by jego głos brzmiał jak najbardziej stanowczo. – Przed chwilą zadałem ci pytanie. Anide, czy znasz odpowiedź na nie? – spytał, spoglądając z wyczekiwaniem na uczennicę. Ta skuliła się na podłodze, pazurzastymi dłońmi obejmując kolana. W tej piękne, białej sukience z lnu wyglądała tak niewinnie… Wiedział jednak, że wystarczyła jedna mała iskra, by wzniecić w jej sercu żal nie do opanowania.

– Gdyby wszystko każdego dnia działo sie wokół tego samego scenariusza, to nigdy by nie spojrzeli sobie w oczy, a ich drogi nie zetknęły by sie ani na jeden moment – zaczęła, każde słowo podsycając czymś niemożliwym do określania. Czy może właśnie włączyła swój niesamowity urok osobisty? A może właśnie rzucała jakiś urok? Większość ludzi by taka mowa wprowadziła w zachwyt, jednak dla nie go nie było to nic niezwykłego. Gdyby tylko chciał, mógłby zrobić to samo, a może nawet wyszłoby mu to o niebo lepiej. – Wystarczyłaby jednak tylko mała puszka i niewinnie potknięcie i wszystko by się zmieniło. Ona prawdopodobnie wpadłaby na niego, a on ją by podtrzymał. Spojrzeliby sobie w oczy i… Dalej to nie wiem. W sumie to wszystko może się zdarzyć. Fala nienawiści. Blask przyjaźni. Żar miłości. Wszystko to zależy od ciebie, prawda?

Spojrzał na nią z dumą w oczach.

– Tak, Anide, masz rację – odparł, zmieniając podartą koszulę na nową, która tym razem była jasnoniebieska. – Mogę zrobić wszystko. Mogę bawić się ich losem. Mogę zmienić ich życie w ziemski Eden lub w koszmar bez wyjścia. Mogę dla kaprysu zabić kogoś ważnego dla nich. Dla mnie to tylko zwykła zabawa na odstresowanie się. Oczywiście już od dawna się w to nie bawię. Jestem zajęty ważniejszym sprawami – a to zebranie Rady, a to kolejne bezsensowne obwieszczenie jakiejś podrzędnej wyroczni, która myśli, że jest najmądrzejsza na świecie i może przewidzieć przyszłość. Pff! Cóż za myślenie! Jak nicy może wiedzieć, jaka będzie przyszłość, skoro mogę ją jednym pstryknięciem palca zmienić? Wróćmy jednak do poprzedniego tematu, Anide. Po prostu już bardzo wiele lat temu mi się to znudziło. Wszystko wyglądało tak samo – narodziny, zakręty życiowe i śmierć. Przez ten sam scenariusz powtarzający sie cały czas, zaczynałem powoli wariować. W końcu więc powierzyłem losy zwykłych śmiertelników moim uczennicom, które przed tobą oto w tej kolumnie pobierały u mnie nauki. Jednak teraz zaczyna się prawdziwa gra. Co prawda karty są dopiero tasowane i przydzielane do graczy, to jednak gra ta wygląda obiecująco i prawdopodobnie jej wynik wpłynie na losy całego wszechświata.. Chociaż nie jestem do tej zabawy zaproszony, Anide, to jednak spróbuję się wprosić i co nieco utrzeć tej zasmarkanej Radzie nosa.

Anide roześmiał się.

– Co więc zamierzasz zrobić, mistrzu? – spytała, mrużąc kocie ślepia.

Nic jednak nie odpowiedział. Wstał z łoża, podszedł do okna i rozsunął kotary, wpuszczając tym samym do pomieszczenia trochę światła. Anide zamknęła oczy, oślepiona blaskiem bijącym zza okna.

– Co zrobisz, mistrzu? – powtórzyła pytanie czerwonowłosa.

– Na razie nie mam pojęcia, ale wiem, że nie ujdzie mi to wcale na sucho – odparł, odrywając wzrok od połaci łąk i lasów rozciągających się za oknem. – Ale nie tylko ja odczuję to na skórze. Rada pożałuje, że ze mną zadarła…

***

Z słuchawkami na uszach, w ciepłej bluzie i ciemnych jeansach szła ulicą, nie zwracając uwagi na ludzi, których mijała. Czasami z kimś lekko stykała się ramiona lub przypadkiem nadeptywała trampek jakiegoś rozwydrzonego dzieciaka. Jej jednak w ogóle to nie obchodziło. Ignorowała spojrzenia tych szarych, bezbarwnych postaci. Była tylko ona i muzyka płynąca przez kabel z smartfona.

Gdyby ktoś zobaczył ją tego dnia po raz pierwszy w życiu, zapewne stwierdziłby, że jest niemiła, gburowata i wiecznie zła na cały świat. Myliłby się. Tak naprawdę Usagi Tsukino taka nie była. Zawsze chodziła uśmiechnięta, rozgadana. Każdemu służyła dobrą radą, pomocą. Każdego potrafiła obronić, chociaż nikt nie spodziewałby się tego po jej niskim wzroście i smukłych kończynach.

Ale tego dnia Usagi miała wyjątkowo zły dzień – dostała dwie uwagi i trzy stopnie dopuszczające, a na dodatek pokłóciła się ze swoja najlepszą koleżanką Naru.  Tak więc nie pozostało jej nic innego, jak zarzucić kaptur na głowę. włożyć słuchawki do uszy i odciąć się od realnego świata ścianą beznadziejnie dołującej muzyki. „Może mi to pomoże” – myślała za każdym razem, kiedy wybierała playlistę numer 9 i podkręcała poziom głośności muzyki na maksa. Tak naprawdę to dołująca muzyka wcale jej nie pomagała. Czuła się tylko coraz gorzej i, gdy już wracała do domu, była zmęczona oraz zła na wszystko i na wszystkich, chociaż wcale nie miała ku temu żadnych sensownych powodów.

– Never opened myself this way / Life is ours, we live it our way / All these words I don’t just say / And nothing else matters – nuciła cicho razem z zespołem Metallica, próbując w myślach ułożyć początek tego beznadziejnego dnia. – Trust I seek and I find… – przerwała nagle, jednym szarpnięciem wyciągając z uszu słuchawki i przystanęła. Skądś z daleka zaczynały nadchodzić niepokojące wibracje, które przenikały przez asfalt, podeszwy butów i całe ciało. Po chwili wszystko zaczęło drżeć, trząść się – budynki, znaki drogowe, drzewa.

„Trzęsienie ziemi” – pomyślała z przestrachem. Nie wiedziała zupełnie co robić. Uciekać? Schować się gdzieś? Czy może tak stać na ulicy? Przecież tak wiele razy mówiono jej w szkole, co robić w takich sytuacjach, ale nie, teraz musiała o wszystkim zapomnieć!

– Uważaj! – usłyszała za sobą, jednak nie wykonała żadnego ruchu. Stała tak niczym słup lodu, nieświadoma tego, że wokół niej zaczynają zapadać się budynki. Po chwili poczuła, jak coś twardego uderza ją w głowę, a po ciele rozchodzi sie przyjemne ciepło.

A potem nastała ciemność…

***

Wracam!

Advertisements

9 uwag do wpisu “Rozdział I

  1. Rozdział super, fajnie, że wróciłaś i to z nowym opowiadaniem! Strasznie ciekawi mnie kim są Anide i ten mężczyzna 🙂
    P.S: U mnie też pojawił się rozdział, jakbyś chciała zobaczyć:)

  2. Zapowiada się bardzo ciekawie! 🙂
    Anide jest bardzo intrygująca, mam nadzieję, że będziemy mogli lepiej ją poznać w kolejnych rozdziałach.
    Usa jak to Usa, chodzi z głową w chmurach, choć mam wrażenie, że ktoś ją uratował 😉
    Pozdrawiam 🙂
    PS: Już po olimpiadzie? Jak poszło?

    • Na razie nie wiem, jak mi poszło, ale chyba dobrze 🙂 Wyniki najwcześniej będą w środę.
      Hmmm…
      A u ciebie nowe opowiadanie, jest? Przez te całe przygotowania nawet nie zauważyłam. Ale przyrzekam, kiedy już ponadrabiam masę zaległości (kartkówka, sprawdzian, ulotka i rozprawka) przeczytam je 😉

      • Jest kilka rozdziałów, ale na razie pochłonęło mnie poszukiwanie pracy i chwilowo opowiadanie utknęło w miejscu 😉 możesz więc spokojnie nadrabiać zaległości w szkole 😉 daj znać jak będą wyniki 🙂

  3. „od realnego świata ścianą beznadziejnie dołującej MUZYKI. „Może mi to pomoże” – myślała za każdym razem, kiedy wybierała playlistę numer 9 i podkręcała poziom głośności MUZYKI na maksa. Tak naprawdę to dołująca MUZYKA wcale jej nie pomagała.” – Widzisz, prawda?

    Tak, wiem ledwo wlazłam i już się czepiam, ale opowiadanie, a raczej rozdział mi się podoba, szczególnie początek.

    „- Wyobraź sobie, Anide – wyszeptał szczupły mężczyzna siedzący na skraju wielkiego łoża. – Świat jest pełen ludzi. Różnią się od siebie kolorem skóry, włosów, językiem, kulturą i charakterem.”

    Genialny fragment, bardzo klimatyczna wypowiedź. I bardzo ciekawa parka. Na radzie nie mogę wiele o nich powiedzieć, ale chyba ich polubię, tak mi się zdaje. Styl też na ogół dobry, chociaż zdarzają się małe potknięcia, jak ten cytowany wyżej fragment.

    a i może jeszcze jedna rzecz
    „dostała dwie uwagi i trzy stopnie dopuszczające” – Usagi jaką znam, cieszyłaby się z dopuszczających, w końcu z taką oceną jeszcze się zdaje. 😉
    Ale może ta tutaj jest bardziej ambitna? No o tym się pewnie przekonam z rozwojem fabuły. 🙂

    • Dziękuję za zwrócenie uwagi na powtórzenia – zawsze się staram, żeby było ich jak najmniej, ale czasami nie mam po prostu pojęcia, jaki synonim wstawić 🙂 Cały czas pracuję nad tym, żeby było jak najmniej błędów. Zastanawiam się też nad znalezieniem bety… Na pewno polepszyłoby to jakość moich tekstów 😉
      Cieszę się, ze ci się spodobało moje opowiadanie…

  4. Hej mam nadzieję, że będę informowana o tym opowiadaniu, na fb tam jestem pod nazwa Kim Kolwiek, spodobało mi się to opowiadanie, więc mogę cię prosić o info już cię zaprosiłam do znajomych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s